„Maria Mojżeszowa" - stary melodramat, który wciąż trzyma za gardło
To trzeci portugalski album w katalogu Timof Comics i mój ulubiony jak dotąd z tej serii. „Maria Mojżeszowa" bierze melodramat sprzed półtora wieku i robi z niego komiks, który wciąga od pierwszych plansz - najpierw zagadką i lekką grozą, potem opowieścią o krzywdzie i ocaleniu.
Portugalska kolekcja, którą u nas wydaje Timof Comics, dotarła do trzeciego tomu, a ja po dwóch wcześniejszych recenzjach na blogu mogę napisać wprost: „Maria Mojżeszowa" przekonała mnie do niej najmocniej. To album, który dostaje wszystko to, co w komiksowej adaptacji literatury bywa najtrudniejsze - rytm, napięcie i emocję - i nie gubi ich po drodze.

Mamy do czynienia z polskim wydaniem portugalskiego „Maria Moisés", adaptacji noweli Camilo Castelo Branco z cyklu „Novelas do Minho". Scenariusz i adaptację przygotowała Carina Correia, za rysunki i kolor odpowiada Joana Afonso. Oryginał ukazał się w Portugalii w październiku 2024 roku nakładem Levoir, w kolekcji „Clássicos da Literatura Portuguesa em BD" tworzonej z RTP. Album liczy 64 strony, ma twardą oprawę i format 210 x 285 mm.
Co to właściwie jest?
Camilo Castelo Branco publikował „Novelas do Minho" w latach 1875–1877, a „Maria Moisés" uchodzi za jedną z jego najbardziej rozpoznawalnych nowel. To melodramat z prawdziwego zdarzenia: los, wina, bariera klasowa, nieślubne dziecko. Portugalska Imprensa Nacional opisuje cały cykl jako realistyczny i satyryczny obraz współczesnej pisarzowi Portugalii, w którym sielanka prowincji ustępuje twardej rzeczywistości.

Krótko mówiąc: fabuła komiksu nie udaje, że jest nowoczesna. Gra natomiast suspensem i tajemnicą - i robi to zaskakująco sprawnie jak na materiał sprzed stu pięćdziesięciu lat.
Historia z dramatem
Historia ma dwie części. W pierwszej poznajemy Josefę da Lage, ubogą dziewczynę z Minho, i Antónia de Queirósa e Menesesa, młodego kadetę kawalerii z miejscowego rodu fidalgów. Ich relacja jest skazana od początku - mężczyzna z wyższej warstwy może wdać się w romans z dziewczyną niskiego stanu, ale konsekwencje spadną wyłącznie na nią.

Druga część poświęcona jest już tytułowej Marii Mojżeszowej. Więcej nie chcę Wam pisać, żeby nie ujawnić za dużo. Dziewczyna trafia pod opiekę zamożnych Valadaresów, dziedziczy majątek i - zamiast wykorzystać go dla siebie - zamienia posiadłość w miejsce opieki nad porzuconymi dziećmi.
Nie zdradzę, jak dokładnie domyka się finał, ale to właśnie ta konstrukcja - od tragedii, przez zagadkę, po rozpoznanie i pojednanie - sprawia, że album czyta się jednym tchem.
Rysunki i kolor
Tu nie ma się nad czym zastanawiać - to drugi filar albumu. Joana Afonso (rocznik 1989, doktorka rysunku na Wydziale Sztuk Pięknych Uniwersytetu Lizbońskiego, gdzie też wykłada) rysuje miękko, ekspresyjnie, cartoonowo. Postacie mają czytelne, wyraziste emocje, a plenery dostają tyle uwagi, że wieś staje się pełnoprawnym bohaterem. Kolorystyka jest stonowana.

Co ciekawe, Afonso nie próbuje tu naginać swojego stylu pod „poważną klasykę", i dobrze. Ten cieplejszy, przyjazny rysunek rozbraja sentymentalizm pierwowzoru, zamiast go potęgować. To była już jej druga praca w tej kolekcji, po adaptacji „Auto da Barca do Inferno", a sama mówiła w wywiadzie, że „Maria Moisés" wybrała m.in. dla bukolicznych, wiejskich scenerii. Widać, że ją to bawiło.

Polski czytelnik miał zresztą okazję poznać Afonso z bliska. Rysowniczka pojawiła się na Komiksowej Warszawie 2026, a jej nazwisko nie kojarzy się u nas wyłącznie z tą portugalską serią — to także autorka „Bestiariusza Isy", wydanego po polsku przez Timofa. Jeśli spodobają ci się jej miękka kreska i wyczucie nastroju w „Marii Mojżeszowej", tam dostaniesz tę samą wrażliwość w zupełnie innej, bardziej współczesnej historii.
Warto dodać jeszcze jeden kontekst: w Portugalii „Maria Mojżeszowa" jest rekomendowana jako lektura dla 9. klasy i ma dossier pedagogiczne przygotowane przez Sérgia Guimarãesa de Sousę. To adaptacja z DNA szkolno-literackim, i to nie jest zarzut - raczej wskazówka, czego się spodziewać.

Werdykt
„Maria Mojżeszowa" jest staroświecka z definicji, ale nie anachroniczna. To melodramat oparty na przypadku, fatum i moralnym rozrachunku - nie każdy fan współczesnych komiksów wejdzie w to od pierwszej strony. Ale kto da się wciągnąć początkowemu suspensowi, dostanie historię świetnie poprowadzoną, ładnie i ciepło narysowaną. Album jest przystępny, emocjonalny i po prostu przyjemny w lekturze. Format serii wymusza skróty wobec literackiego pierwowzoru, więc gdzieniegdzie czuć kondensację — ale to cena, którą chętnie płacę za tak sprawnie opowiedzianą rzecz.
Po trzech tomach mówię to z czystym sumieniem: ta portugalska seria robi się coraz lepsza, a Timof ma nosa.
"Maria Mojżeszowa"
To jest link afiliacyjny. Kupując za jego pomocą, wspieracie rozwój bloga, a cena dla Was pozostaje bez zmian.
Sprawdź cenę w Gildii[WSPÓŁPRACA REKLAMOWA] Egzemplarz komiksu na potrzeby recenzji dostarczył wydawca. Wydawca nie miał wpływu na moją opinię i nie czytał tekstu przed publikacją.

