Przejdź do treści
Twój przewodnik po świecie komiksuNa papierze. W sieci. Codziennie.

„Mój mały Pele”. Recenzja komiksu

„Mój mały Pele”. Recenzja komiksu

Gdyby ktoś zapytał mnie, kim chciałem zostać w dzieciństwie, odpowiedź mogła być tylko jedna. Piłkarzem. I to nie byle jakim! Ledwo nauczyłem się biegać, a już ganiałem z chłopakami za futbolówką. Chciałem strzelać rzuty wolne jak Thomas Hässler, czarować piłką niczym Roberto Baggio, mieć lewą nogę i waleczność Christo Stoiczkowa oraz technikę Romário. Ale przede wszystkim chciałem być tak bramkostrzelny jak Alan Shearer. Cholera, ileż razy wyobrażałem sobie, że zdobywam zwycięskiego gola, a tysiące kibiców skandują moje nazwisko!

I właśnie dlatego, kiedy sięgnąłem po „Mojego małego Pelé”, poczułem, jakbym na moment znowu był tym dzieciakiem, który z piłką przy nodze chciał podbić cały świat.

Za „Moim małym Pelé” stoi zresztą całkiem ciekawa polsko-portugalska współpraca. Scenariusz napisał Marcin Bałczewski, polski pisarz i autor komiksów, natomiast za rysunki odpowiada Portugalczyk Osvaldo Medina. Ich wspólne dzieło ukazało się w Polsce we wrześniu 2026 roku nakładem wydawnictwa Timof i cisi wspólnicy, które od kilku lat współpracuje z portugalską oficyną A Seita. Ta ostatnia przygotowała również portugalską edycję albumu, zatytułowaną „O Meu Pequeno Pelé”. Komiks znalazł się przy okazji w kolekcji „Bursztyn/Âmbar”, mającej przybliżyć tamtejszym czytelnikom współczesną polską twórczość komiksową. Fajnie widzieć, że ta współpraca nie ogranicza się wyłącznie do przekładów gotowych albumów, ale owocuje również zupełnie nowymi historiami, tworzonymi wspólnie przez artystów z obu krajów.


A czego doświadczymy podczas lektury? Przenosimy się do jednej z brazylijskich faweli, gdzie poznajemy Pepe, młodego chłopaka, dla którego świat kręci się wokół piłki nożnej. Futbol jest jego największą miłością i zarazem przepustką do wymarzonego życia. Talentu mu nie brakuje, ambicji tym bardziej, a w wyobraźni zapewne widzi już siebie na największych stadionach świata. Zupełnym przeciwieństwem Pepe jest jego starszy brat Gabriel, nieco pulchny, spokojniejszy i zdecydowanie bardziej zainteresowany książkami niż uganianiem się za futbolówką. Obaj dorastają w skromnie żyjącej rodzinie, której codzienność daleka jest od sielanki. Matka ma pełne ręce roboty przy wychowywaniu synów, natomiast bezrobotny ojciec próbuje jakoś wiązać koniec z końcem. Problem w tym, że jego znajomości sięgają miejscowego półświatka, a kontakty z gangsterami rzadko zwiastują coś dobrego. Bałczewski od początku przedstawia środowisko, w którym dziecięce marzenia przeplatają się z biedą, codziennymi troskami i przestępczością, mocno obecną w życiu tej społeczności.

Pewnego dnia podczas treningu Pepe zwraca na siebie uwagę skauta AD São Caetano. Chłopak otrzymuje szansę na testy w profesjonalnym klubie, a więc możliwość zrobienia pierwszego poważnego kroku w kierunku upragnionej kariery. Przedstawiciel São Caetano chce jednak działać szybko, obawiając się, że utalentowanym dzieciakiem zainteresują się również łowcy talentów z Corinthians. I tutaj pozwolę sobie na małą piłkarską dygresję. Czytając ten fragment, od razu przypomniałem sobie Rogera Guerreiro, Brazylijczyka, który później założył koszulkę reprezentacji Polski. Roger pierwsze piłkarskie szlify zbierał właśnie w São Caetano, skąd trafił do Corinthians. Przypadkowa zbieżność czy może Bałczewski postanowił puścić oko do bardziej obeznanych z futbolem czytelników? Trudno powiedzieć, ale ten drobny smaczek wywołał u mnie uśmiech.

Wracając jednak do Pepe, na drodze do spełnienia marzeń pojawia się dość prozaiczna przeszkoda. Chłopak nie ma nawet porządnych butów piłkarskich, a jego wysłużone, podarte trampki niekoniecznie nadają się na testy, które mogą odmienić całe jego życie. Ojciec, chcąc pomóc synowi, decyduje się na ryzykowne zajęcie, dzięki któremu zamierza zdobyć pieniądze na wymarzone korki. Niestety, tuż przed wielkim dniem dochodzi do tragedii, która wywraca życie bohaterów do góry nogami. I w tym miejscu pozwólcie, że urwę opowieść. Powiem tylko, że od tej chwili wydarzenia przybierają zupełnie nieoczekiwany obrót, a zamiast piłkarskich emocji otrzymujemy gangsterskie porachunki, przemoc i rodzinne dramaty, których konsekwencje okazują się znacznie poważniejsze niż przegrany mecz. Co dokładnie spotka Pepe i jego najbliższych? To już musicie odkryć sami.

Bałczewski znakomicie wyczuwa, kiedy dać czytelnikowi chwilę wytchnienia, a kiedy porządnie nim potrząsnąć. Początkowo akcja rozwija się dość spokojnie, niemal beztrosko, ale wystarczy jeden moment, żeby zrobiło się naprawdę gorąco. I wtedy scenarzysta nie bierze już jeńców. Wydarzenia nabierają zawrotnego tempa, napięcie rośnie, a ja z każdą kolejną stroną coraz bardziej wsiąkałem w tę historię. Cholera, nawet nie zauważyłem, kiedy dotarłem do końca! Co ciekawe, autor nie potrzebuje do tego wymyślnych sztuczek narracyjnych. Potrafi odpowiednio rozegrać poszczególne sceny, zaskoczyć w najmniej oczekiwanym momencie i sprawić, że zwyczajnie trudno oderwać się od lektury. Oczywiście nie będę udawał, że Bałczewski wymyślił proch. Podobne historie widzieliśmy już wielokrotnie, a niektóre rozwiązania mogą wydać się znajome. Tyle że mnie zupełnie to nie przeszkadzało. Bo co z tego, że pewne motywy już znamy, skoro nadal potrafią wywołać w nas autentyczne emocje?

„Potrzask”. Recenzja komiksu
Osvaldo Medina w „Potrzasku” miesza wiejskie wierzenia, zbrodnię i wojenne traumy. To komiks zimny, brudny i niepokojący. Wydawnictwo Timof i cisi wspólnicy.

A tych tutaj nie brakuje. Najbardziej poruszyło mnie bowiem nie to, jak wiele dramatycznych wydarzeń zmieściło się na kartach albumu, ale jak niewiele czasami potrzeba, żeby czyjeś życie rozsypało się na kawałki. Jedna decyzja, podjęta przecież w dobrej wierze, może uruchomić lawinę nieszczęść, której nie sposób już zatrzymać. I co najgorsze, konsekwencje nie zawsze ponoszą ci, którzy zawinili. Szczególnie trudno pogodzić się z tym, kiedy cierpią dzieci. Przecież one nie wybierają sobie rodziców, miejsca urodzenia ani warunków, w jakich przychodzi im dorastać. A jednak nieraz muszą dźwigać ciężar cudzych błędów. Przyznam, że podczas lektury kilka razy miałem ochotę zwyczajnie zakląć pod nosem. Ze złości, z bezsilności, czasem ze zwykłego ludzkiego żalu. Bałczewski nie próbuje przy tym nachalnie wyciskać łez ani wygłaszać moralizatorskich kazań. Pozwala przemówić samym wydarzeniom, pozostawiając ich ocenę czytelnikowi.

Od strony graficznej „Mój mały Pelé” również ma sporo do zaoferowania. Osvaldo Medina posługuje się charakterystyczną, nieco surową kreską, w której realizm miesza się z delikatną karykaturą. Postacie bywają przerysowane, a ich wyraziste twarze, mocno zaakcentowana mimika i gestykulacja pozwalają bez trudu odczytać targające nimi emocje. Podoba mi się również sposób przedstawienia otoczenia. Artysta nie szczędzi szczegółów, ale jednocześnie nie zasypuje nimi każdej planszy. Wie, kiedy warto poświęcić więcej uwagi tłu, a kiedy ograniczyć je do minimum, żeby skupić wzrok odbiorcy na bohaterach. Całość ma w sobie pewną szorstkość, daleką od wypieszczonych, sterylnych ilustracji, ale moim zdaniem właśnie w tym tkwi jej urok. Rysunki są pełne życia, miejscami wręcz nerwowe, a przy tym na tyle przejrzyste, że bez problemu można śledzić rozwój akcji.

Na pochwałę zasługuje także kompozycja plansz i sposób prowadzenia narracji obrazem. Medina swobodnie operuje wielkością kadrów, zmienia perspektywę i umiejętnie reguluje rytm opowieści. Spokojniejsze sekwencje pozwalają na chwilę zatrzymać wzrok, natomiast w bardziej dynamicznych momentach układ ilustracji nadaje wydarzeniom odpowiedniego rozpędu. Nie ma tu wrażenia przypadkowości ani wizualnego chaosu, nawet kiedy na planszy dzieje się naprawdę dużo. Osobną kwestią jest rezygnacja z kolorów, którą uważam za bardzo trafną decyzję. Medina sprawnie wykorzystuje kontrasty, operując głęboką czernią, bielą i światłocieniem. Dzięki temu potrafi zarówno wydobyć drobniejsze detale, jak i nadać poszczególnym scenom cięższy, chwilami wręcz przytłaczający charakter. Co ważne, ciemne partie nie dominują bezmyślnie nad rysunkiem, lecz pomagają budować atmosferę i kierować spojrzeniem odbiorcy. Przyznam, że trudno mi wyobrazić sobie tę historię w pełnym kolorze. W obecnej postaci ilustracje mają zdecydowanie więcej charakteru, a miejscami również emocjonalnej siły.

Największą zaletą „Mojego małego Pelé” jest dla mnie umiejętne połączenie kilku wątków, które z czasem układają się w znacznie bardziej złożoną opowieść, niż początkowo mogłoby się wydawać. Cieszy mnie zwłaszcza to, że Bałczewski nie zapomina o pozostałych bohaterach, a Gabriel w drugiej części albumu zyskuje na znaczeniu. Dzięki temu nie oglądamy wszystkiego wyłącznie oczami Pepe. Mam jednak pewien niedosyt. Materiału na dobrą historię jest tutaj naprawdę sporo, tymczasem autorzy próbują zmieścić go na nieco ponad stu stronach. Niektórym wydarzeniom przydałoby się więcej miejsca, a poszczególne wątki można było z powodzeniem pogłębić. Szkoda, bo chętnie spędziłbym z tymi bohaterami jeszcze trochę czasu. Może nawet drugie tyle? Z drugiej strony, skoro po zamknięciu komiksu mam ochotę na więcej, to chyba całkiem niezła rekomendacja.

„Medziugorie” Bałczewski, Ogniew – recenzja komiksu
„Medziugorie” Bałczewskiego i Ogniew to komiks o pielgrzymce, która obnaża rodzinną hipokryzję. Recenzja komiksu Timof Comics.

Ostatecznie „Mój mały Pelé” okazał się dla mnie bardzo przyjemnym zaskoczeniem. Cieszę się, że powstają takie albumy, które nie próbują za wszelką cenę odkrywać Ameryki, a mimo to mają czytelnikowi coś do zaoferowania. Polecam go nie tylko miłośnikom futbolu, lecz także tym, którzy lubią opowieści o ludzkich losach, niełatwych wyborach i konsekwencjach, z jakimi przychodzi się później mierzyć. Zdecydowanie odradzałbym natomiast lekturę najmłodszym dzieciakom. Niektóre sceny są zwyczajnie zbyt drastyczne.

[Współpraca reklamowa] Komiks do przygotowania recenzji otrzymałem od wydawnictwa Timof i cisi wspólnicy. Wydawnictwo nie miało żadnego wpływu na moją ocenę.

Okładka komiksu
Polecana lektura

"Mój mały Pelé"

To jest link afiliacyjny. Kupując za jego pomocą, wspieracie rozwój bloga, a cena dla Was pozostaje bez zmian.

Sprawdź cenę w Gildii
Informacje o komiksie
Tytuł „Mój mały Pelé”
Wydawca Timof i cisi wspólnicy
Scenarzysta Marcin Bałczewski
Rysownik Osvaldo Medina
Rok wydania 2026
Format 190x270 mm
Okładka twarda
Liczba stron 104 (cz-b)
Cena okładkowa 55,00 zł

Zamieszczone w recenzji obrazy pochodzą z omawianego komiksu i zostały wykorzystane wyłącznie w celach informacyjnych oraz promocyjnych, w ramach dozwolonego użytku recenzenckiego. Nie są w żaden sposób używane ani udostępniane w celach szkolenia systemów sztucznej inteligencji.

Szukaj na blogu